Biuletyn formacyjny WŻCh „ORIENTACJE ”, Suplement Nr 2, Warszawa 1990George A. Aschenbrenner SJ
RACHUNEK SUMIENIA
Badanie świadomości
Współcześnie wielu młodych uważa, że życie ma o tyle wartość, o ile jest spontaniczne. Myślą oni, że jeśli spontaniczność jest tłumiona, również i dynamizm życia jest tłumiony. Przy takim spojrzeniu na życie badanie świadomości, rachunek sumienia - w jego dotychczasowym rozumieniu - poprzez refleksję nad życiem zmierza do ograniczenia, sparaliżowania jego spontaniczności.
Ludzie, którzy tak uważają, nie potrafią dostrzec słuszności zawartej w myśli Sokratesa: życie nie poddawane refleksji jest życiem nie mającym żadnej wartości. Dla tych ludzi Duch jest obecny jedynie w spontaniczności i to wszystko; co staje na jej przeszkodzie, jest przeciwne Duchowi. Takie spojrzenie na wnętrze człowieka pomija fakt, że w świadomości i doświadczeniu przeżywamy dwa rodzaje spontanicznych poruszeń: jedne twórcze wewnętrznie, kierujące nas ku Bogu, a drugie destruktywne, które nie prowadzą ku Bogu. Dostrzegamy fakt, że poruszenia, które nas silnie ożywiają, nie zawsze są twórcze wewnętrznie, prowadzące ku Bogu. Ci, którzy są ożywieni miłością Boga w całej swej głębi, nie ograniczają się jedynie do powierzania się spontanicznym poruszeniom związanym z różnymi wydarzeniami. Czują się raczej wezwani do rozróżniania wielorakich, spontanicznie pojawiających się poruszeń, by odnaleźć te, które są najbardziej autentyczne, ludzkie, a zarazem pochodzą od Boga i kierują ku Niemu. Dzięki temu w swojej spontaniczności kierują się inspiracją Ducha Bożego odczytaną w życiu codziennym. Byśmy mogli dojrzewać w tej postawie, ważne jest uczenie się jej poprzez codzienne praktykowanie rachunku sumienia świętego Ignacego. Rachunek sumienia związany z rozeznawaniem duchów jest bardziej badaniem świadomości niż sumienia. Badanie sumienia posiada ściśle moralne implikacje. Zajmujemy się w nim bardziej oceną moralną naszych czynów w życiu codziennym, oceniamy je, czy są moralnie dobre, czy złe. W tradycji duchowości podkreślano wprawdzie, że rachunek sumienia nie jest przygotowaniem do spowiedzi, w praktyce jednak często do tego się sprowadzał. W rozeznaniu nie jest najważniejsze zajmowanie się moralną oceną naszych czynów, lecz to, jak Pan dotyka nas i prowadzi w naszej głębokiej uczuciowej świadomości. To, co dzieje się w naszych sercach poprzedza nasze działania (czyny) i jest przez to od nich ważniejsze. Codzienne badanie świadomości polega na szukaniu zbędnej strony tego, w jaki sposób doświadczamy prowadzenia ku Ojcu (J 6,44) w naszym wnętrzu, a z drugiej, jak grzeszna część naszej natury kusi i odciąga od Boga, poprzez subtelne skłonności naszego serca. W badaniu świadomości właśnie ten proces rozeznania jest ważniejszy od odpowiedzi na rzeczywistość, jakiej udzielamy poprzez nasze czyny. Dzięki takiemu badaniu świadomości otwieramy się na tę spontaniczność naszego serca, która jest dotykiem Ojca i przynagleniem Ducha, przez co wzrasta nasza współpraca z Bogiem w życiu codziennym.
Rachunek sumienia a tożsamość naszego powołania Poznawanie głębi naszego wnętrza nie jest rozwojem perfekcjonizmu. Jest ono doświadczeniem wzrostu w wierze naszej wrażliwości na niepowtarzalne, intymne działanie Ducha Świętego, który zwraca się do nas w głębi naszego świata uczuciowego. Oczywiście, wzrost ten wymaga czasu. W związku z tym rozeznanie serca jest również codzienną odnową i wzrostem tożsamości w naszym powołaniu. Bóg w miłości powołał nas do określonego życia i zaprasza do coraz pełniejszego naśladowania Chrystusa, doświadczanego w charyzmacie naszego osobistego powołania. Jeśli odprawialibyśmy codzienny rachunek sumienia bez uwzględniania tożsamości naszego powołania, stałby się on ogólny i abstrakcyjny. Powinniśmy więc uwzględniać w nim charyzmat naszego powołania i specyfikę jego realizacji (dla uczestników naszych wspólnot charyzmat powołania został przedstawiony w „Zasadach Ogólnych Wspólnoty Życia Chrześcijańskiego"). Rozeznawanie serca nabiera więc rzeczywistej wartości, kiedy staje codziennym pogłębianiem naszego powołania, szukaniem odpowiedzi na pytanie: w jaki sposób Bóg zaprasza mnie do pogłębiania i rozwoju mojej tożsamości, która jest niepowtarzalna?
Rachunek sumienia a modlitwa
Badanie naszego serca to czas modlitwy. Pusta refleksja nad samym sobą czy niezdrowa introspekcja nie otwiera nas na Boga i samych siebie i rodzi realne niebezpieczeństwo zbytniej koncentracji na sobie. Również brak wysiłku podczas rozeznania, pracy nad sobą, sprawia, że stajemy się powierzchowni i niewrażliwi na delikatne a zarazem mocne działanie Chrystusa w naszych sercach. Rozeznanie nie jest owocne duchowo, o ile nie jest powiązane z osobistą modlitwą; bez tego związku sprowadza się do refleksji nad sobą, prowadzącej do samodoskonałości. W czasie codziennej modlitwy osobistej Ojciec objawia nam tajemnicę obecności i działania Chrystusa w świecie. Mówi o tym święty Paweł: tym, którym Bóg zechciał oznajmić, jak wielkie jest bogactwo chwaty tej tajemnicy pośród pogan (Kol l ,27). Doświadczamy tego odsłaniania tajemnicy Ojca w Chrystusie w różny sposób, często trudny do określenia słowami. Obecność Ducha Jezusa zmartwychwstałego w sercu człowieka, który zawierzył, pozwala mu odczuwać i „słyszeć" zaproszenie i wezwanie do wprowadzania ładu w swoim wnętrzu zgodnie z tym objawieniem. Kontemplacja, modlitwa staje się czymś pustym, jeśli nie daje odpowiedzi na to wezwanie. Tego rodzaju działanie, pełne szacunku i uległości wobec Pana (posłuszeństwa w wierze, o którym mówi święty Paweł w Rz 16,26) a nie moralizowanie, jest zadaniem codziennego rozeznawania serca. Wsłuchiwanie się w objawianie przez Ojca Jego dróg, tak różnych od naszych (por. Iz 55,8-9), chroni naszą praktykę rozeznania przed kształtowaniem doskonałości w czysto ludzki, naturalny sposób oraz przed egoistycznym porządkowaniem naszego wnętrza według własnych planów. Refleksja nad naszym wnętrzem, której nie towarzyszy modlitwa osobista, może stać się bezowocna; zaniedbanie regularnej modlitwy pozbawia nas doświadczania odpowiedzialnego wprowadzania ładu, do którego modlący jest nieustannie zapraszany przez Pana. Prawdą jest również, że modlitwa osobista bez systematycznego rozeznawania serca, staje się powierzchowna. Czas modlitwy może bowiem stać się w naszej codzienności czasem „świętym" lecz odizolowanym od reszty życia. Modlitwa winna być zakorzeniona w naszym życiu codziennym i pomagać nam w odnajdywaniu Boga we wszystkich jego przejawach. Rozeznawanie serca przepaja nasze codzienne życie Bogiem, pozwala realniej i pełniej dostrzegać Jego obecność i jest ważnym środkiem odnajdywania Boga we wszystkim i wszędzie, nie tylko w czasie modlitwy.
Rozeznające serce
Rachunek sumienia, proponowany przez świętego Ignacego w Ćwiczeniach duchownych, wydaje się osobie początkującej praktyką metodycznej, trwającej około piętnastu minut modlitwy i przeżywany jest jako działanie całkowicie sformalizowane i niemal sztuczne. To nieuniknione wrażenie wynika z braku integracji postawy rozeznawania z życiem codziennym. Nie powinno to jednak zniechęcać nas do podejmowania tej praktyki, ponieważ jest ona bardzo wartościowym doświadczeniem, którego w życiu duchownym nie można pominąć. Dogłębne zrozumienie, czym jest rozeznanie serca, stanie się możliwe jedynie wtedy, gdy zdamy sobie sprawę z tego, ku czemu ono zmierza. Jego celem jest rozwój serca, zdolnego do nieustannego rozeznawania, a nie jedynie do piętnastominutowej refleksji w ciągu dnia. Rozeznające serce jest jednym z najważniejszych darów Pana (o takie serce prosił Boga król Salomon, por. IKrl 3,9-12), tak więc musimy wciąż prosić Go o ten dar i otwierać się na jego rozwój w naszym wnętrzu. W Ćwiczeniach duchownych Ignacy proponuje pięć elementów rachunku sumienia, które w postawie wiary kształtują drogę integracji doświadczenia Boga i Jego działania w naszym sercu z doświadczaną rzeczywistością. Jeśli pozwolimy Ojcu stopniowo przemieniać nasz umysł i serce w umysł i serce Jego Syna, wtedy oddzielne elementy rachunku sumienia zostaną w nas zintegrowane i organicznie włączone w nasze spojrzenie na świat. Nie można więc dokładnie określić czasu na poszczególne etapy rachunku sumienia (rozeznania). Czas ten będzie nierozerwalnie związany z duchownym stanem naszego serca. Jednego dnia poświęcimy więcej czasu jednemu punktowi, innego dnia zatrzymamy się dłużej nad innymi. Święty Ignacy aż do końca swojego życia nieustannie badał każde poruszenie i skłonność swojego serca, czyli rozeznawał ich zgodność ze swoim prawdziwym ja skoncentrowanym na Chrystusie. Było to owocem regularnych ćwiczeń modlitewnego badania serca. Zarówno początkujący w życiu duchownym, jak i weterani, winni uświadamiać sobie tak cel ćwiczenia, to znaczy rozwój nieustannie rozeznającego serca, jak i konieczność stopniowej adaptacji praktyki rachunku do swego rozwoju oraz sytuacji życiowej, w której się znajdują. Należy również wystrzegać się subtelnej pokusy samousprawiedliwiania, która skłania nas do zaniechania codziennego rachunku sumienia, ponieważ osiągnęliśmy już nieustannie rozeznające serce. Tego rodzaju samousprawiedliwienie staje się zazwyczaj przeszkodą w dalszym rozwoju w wierze i uwrażliwieniu na działanie Ducha Świętego w naszym codziennym życiu.
Obecnie przyjrzymy się rachunkowi sumienia, przedstawionemu przez świętego Ignacego w Ćwiczeniach duchownych (CD 43), w świetle wcześniej przedstawionych refleksji.
Prośba o światło
W pierwszym punkcie rachunku sumienia Ignacy umieszcza akt dziękczynienia. Wydaje się jednak, że można zmienić kolejność pierwszych dwóch punktów. Proponuję, by rozpocząć badanie naszego serca od prośby o światło. Badanie serca nie jest jedynie kwestią pracy naszej pamięci czy analizowania minionego dnia. Jest ono prowadzonym przez Ducha Świętego przenikaniem życia i odpowiadającej na wezwanie Boga wrażliwości człowieka. Dzięki temu przenikaniu stopniowo odkrywamy tajemnicę siebie samych. Bez objawiającej się łaski Ojca ten rodzaj poznania staje się niemożliwy. Chrześcijanin musi ciągle uważać, by nie ograniczać się jedynie do swojej naturalnej wrażliwości. Nasz „techniczny" świat może nam w tym względzie bardzo przeszkadzać. Z tego powodu rozpoczynamy badanie od prośby o światło Boże. Prosimy, aby Duch Święty pomógł nam zobaczyć siebie bardziej tak, jak On nas widzi. Poznanie w Bogu nie mogłoby się dokonać, gdybyśmy polegali jedynie na x naszych zdolnościach.
Dziękczynienie
Sytuacja chrześcijanina w tym świecie to sytuacja człowieka ubogiego, który niczego nie posiada, nawet siebie samego, w każdej jednak chwili i we wszystkim obdarowywanego. Jeżeli zbytnio zabiegamy o dobra doczesne, przeczymy wrodzonemu nam ubóstwu, zapominamy o obdarowaniu i rościmy pretensje do tego, co - jak sądzimy - nam się należy. Jedynie człowiek prawdziwie ubogi może docenić wartość najmniejszego daru i odczuwać autentyczną wdzięczność. Im głębiej żyjemy naszą wiarą, tym bardziej jesteśmy ubodzy a zarazem obdarowani. Wtedy również nasze życie staje się pokornym, radosnym dziękczynieniem. Taka postawa powinna stopniowo przenikać całe nasze serce, naszą świadomość. Po wstępnej prośbie o światło nasze serce winno trwać w prawdziwej, przepełnionej wiarą wdzięczności Ojcu za dary, których nam udzielił w ciągu dnia. Być może, w biegu wydarzeń nie uświadamialiśmy sobie daru, lecz teraz, w czasie tej modlitwy, patrzymy na wydarzenia z innej perspektywy. Wyrażana przez nas wdzięczność pomoże nam bardziej odkrywać dary w przyszłych zdarzeniach. Winna ona koncentrować się na konkretnych darach, które otrzymaliśmy, zarówno wielkich i ważnych, jak też drobnych i pozornie bez znaczenia. Wiele rzeczy w naszym życiu przyjmujemy jako coś oczywistego, Bóg jednak stopniowo uświadamia nam, że wszystko jest darem, stąd tak ważną postawą jest dziękczynienie i oddawanie chwały Bogu.
Przegląd naszych czynów
W kolejnym punkcie badania, zazwyczaj z pośpiechem, przypominaliśmy sobie w szczegółach konkretne czyny, jakich dokonaliśmy w minionym dniu. Czyniliśmy przegląd czynów zwykle po to, by móc je zakwalifikować jako dobre lub złe, a właśnie tego nie powinniśmy robić. W tej części badania naszą zasadniczą troską winno być bowiem spojrzenie w świetle wiary na to, co się zdarzyło nam i w nas od ostatniego rozeznania. Zasadnicze pytania powinny dotyczyć tego, co zdarzyło się w nas, w jaki sposób Bóg w nas działał, ku czemu nas prowadził. Dopiero na drugim planie rozważamy nasze czyny. Ta część badania zakłada, że jesteśmy wrażliwi na nasze wewnętrzne uczucia, impulsy, nie jesteśmy nimi przerażeni, umiemy przyjmować je z odwagą. To właśnie w naszym sercu, centrum naszej uczuciowości - spontanicznej, mocnej a czasem i mrocznej - Bóg porusza i działa w nas w bardzo intymny sposób. Te wewnętrzne uczucia, pragnienia i poruszenia są „duchami", które należy poddać dokładnemu rozeznaniu, aby móc rozpoznać w nich Boże wezwanie, kierowane do nas w naszym wnętrzu. Zakłada ono podejście do życia z żywą wiarą oraz rozwój postawy słuchania, a następnie odpowiadania przez działanie. Postawa słuchania jest podstawową postawą człowieka wierzącego. Człowiek, który słucha, może rozpoznać słowo Boże, kierowane do niego na wiele różnych sposobów i w wielu płaszczyznach; jako wierzący powinniśmy odpowiadać na to Boże wezwanie w pawłowym „posłuszeństwie w wierze". Jest to więc postawa wrażliwości, wolności wewnętrznej i ubóstwa człowieka zależnego od swego Stwórcy. Ważna wydaje się również potrzeba wewnętrznego milczenia i pokoju, które uzdalniają nas do słyszenia słowa Bożego w każdej chwili i sytuacji, a następnie do dawania Jemu odpowiedzi poprzez nasze czyny. W dzisiejszym świecie, opartym bardziej na działaniu (które staje się aktywizmem), wydajności i sprawności (podczas gdy normą Królestwa Bożego jest jakość życia) takie spojrzenie wiary staje się dla nas bezwzględnym wezwaniem. Z tego powodu zajmujemy się najpierw intymnymi, wewnętrznymi drogami, poprzez które Bóg działał w nas w ciągu minionego dnia. Być może, wcześniej nie rozpoznawaliśmy Jego wołania, a teraz mamy możliwość usłyszenia Go bardziej jasno i bezpośrednio. Dopiero jako sprawą drugorzędną zajmujemy się naszymi czynami, o ile były one odpowiedzią na Jego wołanie. Jakże często najważniejsze staje się dla nas działanie, w którym zatracony zostaje jego sens. Stajemy się osobami, które same się prowadzą, zamiast poddać się prowadzeniu przez Ducha Świętego i postępować według Jego światła (por. Rz 8, 14). W przeglądzie naszych czynów nie chodzi o to, byśmy wysilali się na odtworzenie każdej chwili, jaka upłynęła od ostatniego badania. Powinniśmy raczej zająć się określonymi, konkretnymi wydarzeniami, które dają nam dużo światła i zrozumienia. W ten sposób dochodzimy do tego, co święty Ignacy nazywa „szczegółowym rachunkiem sumienia". Ta część badania, może bardziej niż inne, była błędnie rozumiana. Często czyniono tu wysiłki aby dokonać podziału, ocenić osiągnięcia, zmniejszyć listę wad, powiększyć liczbę cnót (poszukując osobistej samodoskonałości). Zazwyczaj poświęcano jakiś czas pewnej konkretnej wadzie lub cnocie, następnie przechodzono do kolejnej, figurującej na liście. Szczegółowy rachunek sumienia ma być nie tyle praktycznym dążeniem do doskonałości, ile konkretnym, szczerym, osobistym spotkaniem z Bogiem w naszym wnętrzu. Kiedy stajemy się coraz bardziej wrażliwi i otwarci na miłującego Boga, zaczynamy uświadamiać sobie, że muszą się dokonywać w nas pewne zmiany. Mamy braki w tak wielu dziedzinach, musimy pozbyć się tylu wad. Pan jednak nie pragnie, byśmy uporali się z nimi wszystkimi od razu. Zazwyczaj jest w naszym sercu jeden obszar, gdzie Bóg szczególnie wzywa nas do nawrócenia, które jest początkiem nowego życia. W tym obszarze Bóg wewnętrznie „kłuje" nas i, jeśli jesteśmy wobec Niego uczciwi, powinniśmy podjąć w nim proces nawrócenia. Jest to najczęściej ten obszar naszego serca, o którym chcemy zapomnieć lub zająć się nim później, gdzie nie chcemy uznać naszej winy i usłyszeć Bożego głosu, który wzywa nas do przemiany, wymagającej nieraz bolesnej walki. Stąd próbujemy tłumić to wołanie o nawrócenie i, w różny sposób od niego uciekając, zajmujemy się innym, „bardziej bezpiecznym" obszarem, który nie wymaga tak pilnej przemiany, lub pracujemy nad czymś, co sami chcemy poprawić. Dopiero z czasem, kiedy stajemy się bardziej wewnętrznie wrażliwi na Boga, potrafimy rozpoznawać miejsce Jego wezwania do nawrócenia. Początkujący lepiej uczynią, jeśli poświęcą więcej czasu na rozpoznanie, jakiego rodzaju rachunku szczegółowego Bóg od nich w tej chwili oczekuje, aniżeli zajmą się pewną określoną niedoskonałością, która sama im się nasuwa. W ten sposób szczegółowy rachunek staje się osobistym i intymnym czasem doświadczenia w naszych sercach Bożego wołania o głębsze nawrócenie. Przedmiot nawrócenia może zostać niezmieniony przez dłuższy czas, sprawą istotną jest, byśmy w tym odczuwali Boże, osobiste wezwanie skierowane do nas. Często to doświadczenie Bożego wołania o nawrócenie w jakiejś części naszego serca objawia się zdrowym poczuciem winy, które powinno być właściwie zinterpretowane i na które trzeba odpowiedzieć, jeśli pragniemy wzrastać na drodze do świętości. Kiedy rachunek szczegółowy przeżywamy jako osobiste doświadczenie miłości Boga do nas, możemy zrozumieć, dlaczego święty Ignacy sugeruje nam, byśmy kierowali całą naszą świadomość ku temu doświadczeniu Boga, zarówno na początku dnia, jak i pod jego koniec, poza czasem formalnego badania. To doświadczenie osobistej miłości Boga może się wyrażać na przykład poprzez większą pokorę lub gotowość przyjmowania ludzi takimi, jakimi są. W tym trzecim punkcie badania (ogólnego rachunku sumienia) zasadnicze znaczenie ma przeżywanie naszej grzeszności w wierze. Jest ono rzeczywistością duchową, objawioną przez Ojca w naszym doświadczeniu, a nie psychologicznym przeżywaniem winy. Głębokie poczucie własnej grzeszności zależy od naszego wzrostu w wierze i zawsze prowadzi do dziękczynienia - pieśni zbawionego grzesznika.
Skrucha i żal za grzechy
Serce chrześcijańskie to serce stale przepełnione głęboką radością i wdzięcznością. Lecz to „Alleluja" może być bardzo powierzchowne, jeśli nie zostało prawdziwie poruszone skruchą. Jest to pieśń grzesznika stale świadomego faktu, że jest ofiarą swych grzesznych skłonności, a mimo to przeszedł do nowego życia, którego gwarancją jest zwycięstwo Jezusa Chrystusa; stąd w obecności naszego Zbawiciela nigdy nie przestaniemy odczuwać skruchy. Rodzi się ona, gdy zauważymy, że sprzeniewierzyliśmy się Bożemu wezwaniu lub gdy zabrakło nam szczerości i odwagi w odpowiadaniu na Jego apel kierowany do nas w czasie szczegółowego rachunku sumienia. Ta skrucha i żal nie są ani wstydem, ani przygnębieniem wobec naszej słabości, lecz doświadczeniem wiary, wraz z którą wzrasta nasza świadomość, przepełniona pragnieniem Ojca, byśmy Go kochali każdą cząstką naszej istoty. Po tych uwagach powinniśmy dostrzec, jako całkiem oczywistą, potrzebę podjęcia doświadczenia skruchy, która jest w naszym sercu.
Pełne nadziei postanowienie na przyszłość
Ostatni punkt codziennego rachunku sumienia wypływa z poprzednich. Ich organiczny rozwój prowadzi do podjęcia spotkania z przyszłością, która jest integralną częścią naszego życia. Rodzą się pytania, jak widzimy naszą przyszłość w świetle obecnego rozeznania naszej bezpośredniej przeszłości. Jakie są nasze uczucia związane z przyszłością? Może jesteśmy zniechęceni, przygnębieni, może się jej boimy? Jeśli taka jest atmosfera w naszych sercach, powinniśmy się zastanowić, dlaczego tak jest i próbować to zinterpretować. Winniśmy szczerze określić nasze uczucia związane z przyszłością, nie tłumić ich, gdyż i tak same nie znikną. Owoc tego końcowego etapu będzie uzależniony od całego przebiegu rachunku sumienia, stąd postanowienia, dotyczące najbliższej przyszłości nigdy nie będą takie same. Gdyby bowiem za każdym razem były jednakowe, oznaczałoby to, że faktycznie nie doświadczyliśmy czterech poprzednich etapów rachunku sumienia. Na tym etapie powinno istnieć w nas wielkie pragnienie wyjścia ku przyszłości z jej odnowioną wizją; modlimy się tu o zdolność rozpoznawania nawet najsubtelniejszych wezwań Pana w wydarzeniach, które niesie przyszłość i o zdolność odpowiadania na Jego wezwanie z większą wiarą, pokorą i odwagą. Szczególnie dotyczy to intymnego doświadczenia Pana, który zamieszkał w nas i wzywa do bolesnej przemiany w jakimś obszarze serca - co nazywamy rachunkiem szczegółowym. W naszych sercach powinna panować atmosfera wielkiej nadziei, nadziei nie opierającej się na naszych możliwościach, ale tej pokładanej w Ojcu, z którym dzielimy zwycięstwo w Jezusie Chrystusie, poprzez obecność Ducha Świętego w naszych sercach. Im bardziej zechcemy zaufać Bogu i zezwalać, by kierował naszym życiem, tym bardziej doświadczymy prawdziwej, nadprzyrodzonej nadziei w Bogu. Będzie ona przekraczać nasze słabe siły, dając doświadczenie chwilami przerażające i pełne pustki, ale ostatecznie radośnie ożywiające. Święty Paweł we fragmencie Listu do Filipian dobrze wyraża ducha podsumowania rachunku sumienia: ...zapominając ó tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną pędzę ku wyznaczonej mecie (3,13).
Rachunek sumienia a rozeznawanie duchów
Kiedy rachunek sumienia jest rozumiany w świetle rozeznawania duchów i w ten sposób praktykowany, wówczas staje się on czymś więcej niż krótkim ćwiczeniem, odprawianym raz czy dwa razy dziennie, mającym drugorzędne znaczenie w stosunku do naszej osobistej modlitwy i do przeżywania sytuacji dnia codziennego w Bogu. Staje się on raczej ćwiczeniem, które scala i odnawia naszą niepowtarzalną tożsamość w wierze. Stąd święty Ignacy nigdy nie wspominał o możliwości opuszczenia odprawiania codziennego rachunku sumienia, tak jak dopuszczał z różnych powodów możliwość adaptacji i skracania codziennej medytacji. Dla Ignacego praktyka rachunku sumienia była najważniejsza. Wywołuje to w nas zdziwienie, ale gdy głębiej przejrzymy się temu ćwiczeniu, zaczniemy dostrzegać, jak ściśle wiąże się ono z rozwojem naszej tożsamości i jak dopomaga w odnajdywaniu Boga we wszystkim. W ten sposób staje się podstawowym codziennym doświadczeniem modlitwy. Dla świętego Ignacego odnajdywanie Boga we wszystkich rzeczach było sprawą najważniejszą w życiu. U kresu swego życia mówił, że za każdym razem, o każdej porze, kiedy tylko chce Boga znaleźć, znajduje Go (Autobiografia, nr 99). Był to Ignacy, który pozwolił Bogu całkowicie zawładnąć każdą cząstką swojej istoty, poprzez powiedzenie Ojcu „tak". Owo „tak" promieniowało z głębi jego wnętrza. Dlatego w każdej chwili, kiedy tego pragnął, mógł znajdować głęboki pokój, radość i pocieszenie (CD 316),. będące doświadczeniem Boga w głębi jego -serca. W tym momencie życia tożsamość Ignacego była głęboko zakorzeniona w Chrystusie. Mówi o tym święty Paweł: Bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim, nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa (Flp 3,9); Ignacy poznał Chrystusa i jego prawdziwe ja należało do Niego. Mogąc odnajdywać Boga, kiedy tylko pragnął, Ignacy potrafił znajdować Go we wszystkim, dzięki badaniu zgodności każdego wewnętrznego impulsu lub uczucia ze swoim prawdziwym ja. Ilekroć znajdował w sobie wewnętrzną harmonię (wyrażającą się pokojem, radością, pocieszeniem) po konkretnym doświadczeniu i odczuwał zgodność tych uczuć ze swoim prawdziwym ja, natychmiast rozpoznawał, że usłyszał słowo Boże kierowane do niego. Odpowiadał na nie z typową dla siebie pełną pokory odwagę. Jeśli odkrywał „na dnie serca" wewnętrzny rozdźwięk, niepokój, przeszkody (które dokładnie odróżniał od chaosu na powierzchni serca) i nie znajdował zgodności ze swoim prawdziwym ja w Chrystusie, wówczas rozpoznawał ten wewnętrzny impuls jako „ducha złego". Również w doświadczeniu „strapienia" szukał i odnajdywał Boga (CD 319). W ten sposób, dzięki starannemu rozeznawaniu wszystkich swoich wewnętrznych doświadczeń („duchów"), Ignacy był w stanie odnajdywać Boga we wszystkim. Rozeznanie duchów było dla niego stałą postawą w życiu codziennym, sztuką kochania Boga całą swą istotą; Każda chwila była kochaniem (odnajdywaniem) Boga w egzystencjalnej sytuacji, w głębokim pokoju i radości. Dla Ignacego to odnajdywanie Boga w wewnętrznym poruszeniu, uczuciu czy podejmowaniu decyzji było natychmiastowe, ponieważ jego osoba była ukierunkowana na Boga. To, co u Ignacego dokonywało się niemalże natychmiast, u początkujących może wymagać modlitewnego wysiłku godzin lub dni, w zależności od wagi poruszenia, które należy rozeznać. Poprzez rachunek sumienia Ignacy rozumiał ten natychmiastowy „test zgodności" ze swoim głębokim ja (to, co mógł czynić wielokrotnie, w każdym momencie dnia) jak i formalne, piętnastominutowe ćwiczenia, dokonywane dwukrotnie w ciągu dnia.
tłum. Krystyna Bolewska (Review for Religiaus, Yolume 31,1972/1)
Aby dodać komentarz zaloguj się. Jeśli nie mas konta, załóż je sobie. Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą pisać komentarze. Powered by AkoComment 2.0 Polska adaptacja - © Copyright 2004 by PGR Mambo - Zwiastun |